Obiecałam, daję.
~~~~
Rozdział 3
------------
Wkroczyli na zapchaną ulicę. Wokoło było pełno ludzi, poubieranych w dziwaczne peleryny o najróżniejszych kolorach. Uliczka ciągnęła się i ciągnęła. Na samym końcu widniała postura ogromnego budynku z białego marmuru. Po prawej i po lewej widniały witryny najróżniejszych sklepów – poczynając od „Esów i Floresów” - księgarni, kończąc na „Markowym sprzęcie do Quidditch`a”. Megan patrzyła na to wszystko z ogromnym podziwem. W powietrzu aż czuć było magię, chociaż przez ogromny hałas, nie można było usłyszeć własnych myśli.
McGuire`owie akurat przechodzili obok tak na oko piętnastoletniego czarodzieja, kiedy Elizabeth zatrzymała się.
- Więc, najpierw udasz się do tamtego budynku… – wskazała palcem na biały gmach – …to bank. – podała dziewczynce około stupiędziesięciu funtów – Wymienisz te pieniądze na galeony, sykle i knuty. – tym razem podała jej listę – I kupisz te rzeczy. W razie czego poprosisz kogoś o pomoc. My już musimy iść. Ach i zapomniałabym. Możesz… – skrzywiła się lekko i rzekła z rezygnacją - … możesz sobie kupić zwierzątko. Wrócisz do domu autobusem, więc zostaw sobie funta na bilet.
Megan uśmiechnęła się promiennie i uściskała rodziców. Potem już tylko patrzyła, jak znikają w tłumie, wracając do centrum Londynu.
- A właśnie… Gdzie ja jestem? –zapytała sama siebie, gdy nagle dostrzegła zniszczoną tabliczkę – „Ulica Pokątna 6”. A więc jestem na Ulicy Pokątnej. Dobrze, lepiej już pójdę po te pieniądze.
I ruszyła w głąb tłumu, trochę zagubiona, ale zaciekawiona. Nagle, przechodząc obok apteki wpadła na trzynastoletniego chłopaka, o ciemnych włosach.
- Prze…przepraszam – wyjąkała zawstydzona. Chłopak odwrócił się.
- Nic nie szkodzi. Nowa? Jestem Akechi Erech. Jesteś tu sama? – rozejrzał się – Potrzebujesz pomocy?
- Uhm… - pokiwała głową - Przydałaby się takowa. A i nazywam się Megan McGuire.
- Co musisz kupić? – podała mu listę – Ach, nic się nie zmieniło… Masz pieniądze?
- Eee… No, nie mam. – przyznała trochę zawstydzona.
- Dobrze, nie ma problemu. Chodź.
Podążyli w stronę ogromnej, białej budowli skarbca. Już z daleka widoczny był ogromny napis : „Bank Gringotta”.
Pchnęli pozłacane drzwi weszli do wielkiej sali. Rzędami ciągnęły się stanowiska przy których siedziały dziwaczne, niskie stworzenia – a to stemplujące jakieś listy, a to piszące raporty, a to ważące złoto.
- Co to jest? – zapytała szeptem Akechiego.
- Hm? To gobliny. – I podeszli do jednego ze stanowisk – Dzień dobry. – odezwał się do jednego ze stworzeń, z prostokątnymi okularami.
- Um…Dzień dobry… Chcia…chciałam wymienić te pieniądze… - podała goblinowi pliczek banknotów. Ten od razu wyrwał je dziewczynie z ręki, szybko przeliczył i podał spory stosik złotych, mniejszy srebrnych i malutki miedzianych monet, poczym od razu zajął się powrotem swoimi sprawami.
- Dziękuje… - rzekła i odeszła od postumentu.
- To co chcesz kupić najpierw? – spytał chłopak, gdy tylko wyszli z banku. Megan spojrzała na listę zastanawiając się.
- Może książki?...
Minęły niecałe 2 godziny a Megan miała całe wyposażenie szkolne, włącznie z różdżką (12 cali, drzewo różane, włos z grzywy jednorożca). Ten fakt cieszył ją niezmiernie.
- Chciałam sobie kupić jeszcze jakieś zwierzę… - wysapała z trudem, przez ciężar rzeczy – co mogę mieć? Psa? Kota?
- Kota, sowę, żabę, szczura… Dużo tego. Najlepiej zobaczysz co jest w sklepie. Ja ci polecam kota. – oznajmił, także trzymając parę zakupów.
Udali się razem do sklepu z magicznymi zwierzętami. Weszli do środka. Na ladzie stała klatka z mnóstwem szczurów w środku, w wąskich szafkach naukładane były wszelkie lekarstwa dla kotów i sów. Natomiast na zewnątrz grzecznie siedziały na metalowych drążkach sowy najróżniejszych maści. W wielkim koszu, spało smacznie pięć kotów. Jeden, cały czarny, od razu przyciągnął uwagę dziewczyny.
- W czym mogę pomóc? – zza lady wyszła czarownica w podeszłym wieku i włosami zaczesanymi w potężny kok.
- Chciałam sobie kupić jakieś zwierzę – jej wzrok cały czas spoczywał na tym samym punkcie.
- Zwierzę? Polecam sowę – kobieta położyła nacisk na ostatnim słowie.
- Ee… A tamte koty? Znaczy, ten czarny?
- Ach, to kotka. Nikt nie chce jej kupić, bo jest zwykłym kotem. – w tym samym momencie, czarna kulka poruszyła się, wystawiając łepek. – Ale jeżeli chcesz – odrzekła z rezygnacją – 3 galeony.
Po pięciu minutach obok nóg Megan plątała się wychudzona kotka.
- Jak ją nazwiesz? – zapytał Akechi
- Hmm… - zadumała, kiedy zauważyła pudełko czarodziejskich lizaków „Luna`s Lollipops” – Luna.
~~~~~
Trochę durny odcinek, z pewnie masą błędów (pisałam na brudno koło północy). O kocie. Ale jeszcze ta mała odegra ważną rolę :)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Megan McGuire 2007-07-02, 12:47, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 36 Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 344 Skąd: z domku
Wysłany: 2007-07-02, 12:42
No dobra...pierwszy błąd na jaki zwróciłem uwage(prawde mówiąc tylko ten błąd mogłem zauważyć ;-P)...po prostu to dlamnie tragedia, jak tak można...otóż jak napisałaś mieszkasz w Londynie(znaczy się twoja postać) a miasto to znajduje się...jak każdemu wiadomo...w WB(Wielkiej Brytanii-dla mniej spostrzegawczych) a w tym kraju walutą obowiązującą jest "funt". No normalnie jak by to królowa zobaczyła to na zawał by zeszła . Drugi błąd... którego też popuścić nie moge... 50 dolarów i wszystko kupiłaś...za 50!!dolarów!!:-) . I jeszcze stosik(spory) złotych i srebnych monet...brak słów...aż tak złoto potanało . Pozatymj mało opiekuńczych rodziców ma twoja postać...żeby tak zostawić dziecko samo w nieznanym środowisku...sprawa dla opieki społecznej . A jak o Erech'u czytałem to omal nie udławiłem się wodą którą piłem...Erech sławny jesteś ;-P (to tylko pogłębia moje obawy)
PS. Tak mnie tymi błędami zdenerwowałaś że zapomniałem o recenzji:-) Jak sądze nie jest to szczyt twoich możliwości. Zawsze może być lepiej. czekam na czwarty rozdział i mam nadzieje że nie będziesz go po nocach pisałała.
Wiek: 37 Dołączył: 17 Maj 2007 Posty: 49 Skąd: Słubice
Wysłany: 2007-07-02, 14:47
Czytam cały czas, ale poczekam, aż akcja bardziej się rozwinie wtedy dam swoją wnikliwą ocenę. Potrzebuję czasu i większej ilości... dużo większej Więc czekam, czekam na dalsze części ^^
Pito : Oooj tak bójcie się rozdziału 5 :] Tam się ze wszystkimi "zapoznam". I nauczycielami i uczniami xD
A co was tak Akechi śmieszy? o.O Ja tam nie wiem, co w nim śmiesznego jest o.O
A I WYSYŁAJCIE MI PM`Y , CZY ZGADZACIE SIĘ, ŻEBY WASZA POSTAĆ ZOSTAŁA UŻYTA... Bo już niewiele czasu. Teraz szybko dam 4 i potem 5. I co? I nie wiem, czy mogę użyć. Nauczyciele też mi wysyłajcie! Wszyscy!
Morir : No cóż ;) To nie są prawdziwi rodziciele :] O co chodzi - "O naszych postaciach - Opis"
Wiek: 115 Dołączyła: 18 Maj 2007 Posty: 194 Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-07-02, 16:44
Ja juz napisałam w którymś z poprzednich postów na temat mojej postaci. Z tym, ze z weryfikacją będzie problem, jako, że wybywam dzisiaj. Pozostaje tylko, bys oparła się na opisie, który podałam odpowiednim temacie i na tym, jak sama poznałaś Elanor.
No przecież wiem! Nie wymyślę, że na przykład :
"Morir Liserg spojrzał na nią. Jego bujne brązowe włosy wchodziły na żółte, kocie oczy. Uśmiechnął się, a jego trzydzieści zębów lśniło białością."
xD
Down@
Wiem ;) Zreszta, to sie dzialo, kiedy miałam 15 lat, a aktualnie mam 11. Wiec poczekasz :)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Megan McGuire 2007-07-02, 17:28, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 32 Dołączył: 29 Maj 2007 Posty: 274 Skąd: z Lasu xD
Wysłany: 2007-07-02, 17:25
No fajnie... w miarę:P nie, żartuje... porządnie.
No to ja już ci pisałem że mozesz wykorzystać mą skromną postać ale nie nadużywaj sytuacji z ostatnich kilku dni... wiesz o które chodzi...
No tak :) Ciebie się nawet nie pytam :) Nawet jakbyś nie wyraził zgody, to i tak bym cię użyła, bo dyrektor w szkole potrzebny xD Szkoła bez dyrektora raj... xD
Miss agentka szybkości (XD) daje rozdział czwarty :)
Rozdział 4
~~~~~~
Megan wróciła do mieszkania o wpół do szóstej. Dom zastała pusty. Wszystkie pakunki położyła na swoim łóżku, podczas gdy Luna zwinęła się w kłębek i zasnęła w fotelu. Dziewczyna zaczęła kolejny wszystko rozpakowywać. Pierwszą rzeczą, jaką znalazła, była księga z zaklęciami. Popatrzyła na nią, jakby się nad czymś zastanawiała, poczym wyjęła z kieszeni różdżkę i otworzyła na pierwszej stronie.
- Wingardium Leviosa. – zaczęła czytać na głos – Zaklęcie lewitacji. – wyciągnęła różdżkę przed siebie i wykonała ruch, który był zilustrowany na stronnicy. – Łatwe! – rzekła zadowolona – A teraz formułka… Wingardium Leviosa… - wycelowała w kociołek. Nic się nie wydarzyło – No dobra, cofam, to co przed chwilą powiedziałam...
Resztę wakacji spędziła czytając podręczniki i „na sucho” trenując zaklęcia. Wreszcie nastał pierwszy dzień września. Meg obudziła się po dziewiątej i ściągnęła kufer załadowany wyposażeniem szkolnym, ciuchami i wszelkimi potrzebnymi drobiazgami, do holu. Następną godzinę spędziła czekając, aż jej rodzice podjadą pod dom, aby podwieźć ją na peron. Gdy wybiła dziesiąta, domofon zagrał cichą melodyjkę, a dziewczyna szybko złapała za bagaże i zbiegła na dół. Ojciec pomógł jej załadować rzeczy do bagażnika, a po niecałych dziesięciu minutach już siedzieli razem w samochodzie.
- Gdzie mama? – zapytała, gdy zauważyła jej brak.
- Nie mogła się wyrwać z pracy. Masz od niej całusy. – odpowiedział krótko Collin.
O wpół do jedenastej zajechali pod dworzec King Cross. Mężczyzna też musiał już iść. Uściskał szybko Megan, podał jej bilet na pociąg i odszedł zostawiając ją samą z wielkim kufrem i kotem na rękach.
Meg szybkim krokiem podążyła w stronę peronu dziewiątego (gdyż pociąg miał odjechać z peronu 9 i ¾), ale nigdzie nie dostrzegła pociągu jadącego do szkoły magii i czarodziejstwa.
- Do Hogwartu.. Tak? – zasyczał ktoś z tyłu, prosto w ucho jedenastolatki. Megan wzdrygnęła się lekko i powoli obróciła głowę. Stałam tam jakaś stara czarownica, uśmiechająca się ironicznie, przy tym ukazując mnóstwo zmarszczek – Słonko, musisz iść na ścianę pomiędzy peronem dziesiątym a dziewiątym… Uwierz mi. – uśmiechnęła się, ukazując braki w uzębieniu – No idź!
Dziewczyna podskoczyła na ostatnie słowa i szybko podążyła we wskazane miejsce. Ściana wyglądała na solidną i wpadnięcie na nią mogło się skończyć dosyć boleśnie. Już myślała, że zderzy się z murem, kiedy nagle ustąpił, a jedenastolatka pojawiła się na upragnionej placówce. Było dopiero za dziesięć jedenasta, ale mimo to, była tam już podstawiona czerwona lokomotywa, z której komina buchała para. Meg szybko wsiadła do pociągu w poszukiwaniu przedziału. Dopiero w połowie lokomotywy odnalazła taki, w którym siedział jakiś blondyn o czarnych oczach i łysy chłopak.
- Umm… Tutaj jest wolne? – zapytała niepewnie patrząc na dwójkę chłopaków.
- Zależy dla kogo… - odpowiedział pierwszy, a Meg szybko się wycofała.
Wreszcie znalazła przedział w którym siedział tylko jakiś brunet o niebieskich oczach, lecz przez całą drogę się nie odezwała.
Mijały minuty, godziny, a krajobraz za oknem nieustannie się zmieniał. A to mijali lasy, a to pola, a to wsie. W środku drogi, starsza miła czarownica oferowała kupno jakiegoś czarodziejskiego jedzenia ale obydwoje odmówili (chociaż Megan chętnie by wszystkiego spróbowała.). Nagle zaczął padać deszcz, a dziewczyna oderwała wzrok od szyby i powiedziała cicho schrypniętym głosem :
- Jestem Megan McGuire…
Chłopak uniósł wysoko brew.
- Damian de'Gaulle. Miło poznać. – powiedział krótko.
W końcu, gdy zaczęło się robić ciemno pociąg zaczął zwalniać, aż w końcu się zatrzymał. Luna obudziła się i przeciągnęła leniwie.
„Uprzejmie prosimy o pozostawienie bagaży oraz zwierząt w przedziałach. Zostaną one przeniesione do Waszych dormitoriów zaraz po uczcie.” – rozległ się piskliwy komunikat z głośników. Dziewczyna posłusznie opuściła przedział, a potem pociąg. Wyszła na błonie a widok ogromnego zamku oraz jeziora aż zaparł jej dech w piersiach.
---------------
Chciałam dać jutro, jako bonusik, ale jutro najprawdobodobniej mnie nie będzie, więc daję dzisiaj
_________________
Ostatnio zmieniony przez Megan McGuire 2007-07-03, 16:47, w całości zmieniany 1 raz