Przyjaciele:

Gra MMORPG

Harry-Potter.net.pl

RPG Wars
Imperium: Smallville
Qznia Diablo
Black Wing's Lair - Polski Oficjalny Serwis Fanowski o World of Warcraft
MY-PSP Najlepsza Strona o PSP
Resident Evil
Dziennik GraczaTwierdza Barad - Dur

Harry-Potter.net.pl

Gra MMORPG Harry Potter - Forum gry mmorpg
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Dąb i Wierzba

Autor Wiadomość
{GM}Saligia 



Wiek: 97
Dołączyła: 18 Maj 2007
Posty: 194
Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-06-16, 10:32   Dąb i Wierzba

No i tak oto ujrzy światło dzienne (a raczej światło będące wynikiem promieniwania z monitora ;)) efekt mojej pracy sprzed dwóch dni. To dopiero pierwsza część. Poiwnna pojawić sie jeszcze tylko jedna. Ale jeśli uznam, że wyszła za długa, to podzielę na dwa.
Wszystkim skrytykowanym przeze mnie w przeszłości i przyszłości daję tutaj szanse na rewanż :) Tym samym poddaję próbie stare przysłowie "Ci co umieją - robią, ci co nie umieją - zostają krytykami" ';)
---------------------------------------

These wounds won't seem to heal
This pain is just too real
There's just too much that time cannot erase
Evanescence "My Immortal"


- Nie mogę tego tak zostawić. – Wysoka czarownica miotała się po pokoju, rozpierana nagromadzoną przez ostatnie dni frustracją.
Przekroczyła już czterdziestkę, ale energią i temperamentem potrafiła czasem dorównać zbuntowanemu nastolatkowi. Tak przynamniej uważała siedząca na fotelu druga, zdecydowanie młodsza, kobieta, która w milczeniu obserwowała towarzyszkę.
Obie panie na pierwszy rzut oka miały niewiele wspólnego. Jedna strzelista i szczupła, druga niezbyt wysoka i nieco pulchna. Jedna niecierpliwa, druga spokojna. Jedna towarzyska i otwarta, druga raczej chłodna i stroniąca od ludzi. A jednak trudno byłoby znaleźć dwie inne osoby, które rozumiałyby się tak dobrze, jak ten duet. Być może rozwiązanie tej zagadki kryło się w ich identycznych błękitnych oczach; w czarnych puklach, które jednako układały się w niesforne fale; w sposobie, w jaki obie zaciskały wargi, gdy chciały ukryć, że coś je bawi... Być może była to odpowiedź. Ale mógł to być też tylko kolejny dowód na to, jak niezwykła potrafi okazać się więź między rodzeństwem.
- Muszę coś z tym zrobić – perorowała dalej starsza z kobiet, zupełnie nie przejmując się faktem, że jej przemowa od dłuższego czasu nie spotkała się z odzewem. – Jeśli będę musiała siedzieć tu jeszcze dzień dłużej, to chyba zwariuję.
Mówiąca zataczała kolejne, niespokojne okręgi, a czarna szata furkotała wokół jej kostek. Siedzącej mimowolnie nasunęło się skojarzenie z gniewnym dzikim kotem, zamkniętym w klatce.
- Nie masz dowodów – odezwała się po raz pierwszy młodsza z sióstr.
- Nie, nie mam – wyrzuciła z siebie wściekle tamta. – Ale wiem, że Alfred miał. Wiem, że był pewien swego. A ja ufam jego osądom.
- Ja również, Julio. Ale Alfred musiał nie ufać do końca nawet samemu sobie, skoro zdecydował się na ten wyjazd. Wiedział, że dowody muszą być niepodważalne, skoro obciążą...
- Jak on mógł?! – wybuchła niespodziewanie Julia, wchodząc rozmówczyni w słowo. – Tyle mi mówił o swoich podejrzeniach, dowodach, zarzutach, jakie chciał postawić... Jak po tym wszystkim mógł tak zniknąć, zostawiając mi tylko nabazgrany w pośpiechu świstek papieru!
Pulchna czarownica znała na tyle dobrze swoja siostrę, by od razu domyśleć się, że „nabazgranym świstkiem papieru” został nazwany gruby zwój, zapełniony drobnym, eleganckim pismem szwagra. Faktem jednak było, że Alfred nie napisał tam nic konkretnego. Cały list dało się streścić w słowach: „Wyruszam znaleźć ostateczne dowody winy Wiktora. Nie wiem, kiedy wrócę. Wybacz mi. Kocham cię.”
- Dwa tygodnie! – kontynuowała dalej Julia, nie zważając na chwilową zadumę towarzyszki. – Dwa tygodnie i ani słowa! Znaku życia! Czegokolwiek!
- Uspokój się, proszę. Alfred to zdolny czarodziej i na pewno wie, co robi. Zaufaj mu. Przecież to nie pierwszy raz, gdy tak znika.
- Tak, ale... – Tym razem starsza z sióstr urwała. Zatrzymała się przy kominku i oparła o niego, patrząc na stojącą tam fotografię. – Jemu coś się stało, Elanor – podjęła po chwili cichym, lekko drżącym głosem. – Czuję to. W ciągu dnia mam stale wrażenie, że powinnam być zupełnie gdzieś indziej. – Zacisnęła dłonie na marmurowej półeczce. – W nocy budzę się z uczuciem, że jeśli zaraz czegoś nie zrobię, to stanie się coś strasznego. Jemu coś się stało – powtórzyła, chwytając ramkę i spoglądając na roześmianą twarz Alfreda. – Boję się, że znalazł to, czego szukał. I że Wiktor się o tym dowiedział...
Odpowiedziało jej milczenie. Ktoś inny mógłby wyśmiać te przeczucia lub przypisać je, naturalnej przecież, trosce o kochaną osobę. Ale Elanor znała bardzo dobrze intuicję siostry. Intuicję, która graniczyła czasem z magią. Matka kiedyś, dawno temu, zastanawiała się, czy jej pierworodna nie posiada jakiegoś szczątkowego daru wieszczenia, choć nie miała pojęcia po kim miałaby go odziedziczyć.
- Nie mogę tu siedzieć. – Julia odstawiła fotografię z takim impetem, że pękła szybka. Wobec milczenia siostry, odzyskała wcześniejszą zapalczywość. – Muszę coś zrobić. Jestem aurorem! Mam chronić innych, a nie siedzieć z założonymi rękami i czekać, podczas gdy inni ryzykują życiem. Wiem, kto jest winny, więc pójdę do Wiktora i...
- I co? – Tym razem była kolej Elanor na przerwanie wpół słowa. – Staniesz przed nim i wprost oskarżysz o sprzyjanie śmierciożercom? A może o bycie jednym z nich? – Pulchna czarownica spiorunowała wzrokiem rozmówczynię, udowadniając, że pod fasadą chłodnego spokoju, kryje się trochę ognia. – Julia, na litość boską... Tak, jesteś aurorem, ale mówimy o twoim dowódcy! Mamy twoje słowo przeciw jego słowu. Jak myślisz – komu uwierzą?
- Nie jestem idiotką, więc możesz sobie darować te oczywistości...
- Nie tym tonem, dobrze? – Zirytowaną Elanor aż podniosło z fotela. – Może i jestem dekadę młodsza, ale chyba zapominasz, że już od pewnego czasu nie jestem „malutką Elą”. Za to ty zachowujesz się jak postrzelona piętnastolatka.
Julia na ułamek sekundy zdębiała, słysząc wybuch siostry, zazwyczaj tak cichej i spokojnej. Szybko jednak ognisty temperament doszedł do głosu.
- Może i tak – odparowała wściekła kobieta, nim zdążyła się zastanowić. – Ale przynamniej mam zamiar coś zrobić – i zrobię! – zamiast pierdzieć w stołek na swojej ciepłej posadce.
Elanor zbladła i zachwiała się, jakby uderzono ją w twarz.
- Może nie mam dowodów, ale je zdobędę. Swoim sposobem! – kontynuowała tymczasem aurorka, podkreślając gestem każde słowo. – Jeśli nie – trudno. Sytuacja dojrzała już dostatecznie do działania. Są takie chwile, kiedy dowody przestają być ważne. Ile osób zginie, gdy my wciąż będziemy się miotać kompletnie bez sensu w poszukiwaniu tych „dowodów”? Jak potem mogłabym spojrzeć w lustro, wiedząc, że wystarczył jeden zdecydowany ruch?
- O-oszalałaś... – wykrztusiła ze ściśniętego gardła Elanor.
- Może i oszalałam – usłyszała chłodną odpowiedź. – Ale przynamniej mam dość odwagi, by zrobić to, co słuszne.
- Julia, przestań! Przerażasz mnie... Przepraszam, że podniosłam na ciebie głos. Porozmawiajmy spokojnie, proszę. Julia...
Odpowiedzią był trzask towarzyszący deportacji.
- Julia!
_________________
Beware of Ivul Mod! ]:->
Ostatnio zmieniony przez Saligia 2008-01-18, 22:34, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
     
eGo 
Administrator
Dyrektor Hogwartu


Dołączył: 14 Maj 2007
Posty: 312
Skąd: Zewsząd
Wysłany: 2007-06-16, 11:11   

Śłiiiiittt xD

No, czekam z niecierpliwością na kolejną część
_________________
 
 
     
{GM}Bossk 
GameMaster


Wiek: 20
Dołączył: 17 Maj 2007
Posty: 49
Skąd: Słubice
Wysłany: 2007-06-16, 13:01   

A ja się nie chcę chwalić, ale miałem pokaz przedpremierowy dwa dni temu :P I co cwaniaki zazdrościcie nie? :-D Moją opinię znasz i jest jak sądzę pozytywna ^^
_________________

 
 
     
{GM}Megan McGuire 
Vampire



Wiek: 13
Dołączyła: 08 Cze 2007
Posty: 373
Skąd: Omega
Wysłany: 2007-06-16, 13:05   

Super :D Pisz dalej, czekam na cd :)
_________________

 
 
     
pito 



Wiek: 13
Dołączył: 05 Cze 2007
Posty: 175
Skąd: z Hogwartu
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 2007-06-16, 20:38   

"Zamiast pierdzieć w stołek na swojej ciepłej posadzce :mrgreen: )To było mocne! :-D
_________________

 
     
{GM}Saligia 



Wiek: 97
Dołączyła: 18 Maj 2007
Posty: 194
Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-06-17, 16:11   

Dziekuję wszystkim za miłe słowa :)

Powiem tylko, że druga część jest w zasadzie gotowa i znajduje się w fazie ostatnich poprawek. Teoretycznie powinnam podzielić ją na dwa, bo - patrząc w Wordzie - wyszła około dwa razy dłuższa od pierwszej. Ale nie zrobię tego. Powody sa dwa. Pierwszy: trudno byłoby mi znaleźć dobry moment do podziału, gdyż druga częśc stanowi w zasadzie zwartą całość, mimo cięć scen. A drugi: tak naprawdę nie wychodzi to aż tyle dłuższe. Tekst jest trochę sztucznie wydłużony przez kilka krótkich dialogów oraz znaczną ilosć akapitów (które pewnie i tak będą w znacznej mierze, niestety, niewidoczne na forum).
Uprzedzam też, że druga część, pod wzgledem prowadzenia narracji, jest trochę eksperymentana i nie wiem czy moje zamierzenie się udało.
Jakkolwiek by nie wyszło - mam nadzieję, ze będzie sie podobać.
W skrócie - zakończenia powyższej historii możecie spodziewać sie na dniach :)
_________________
Beware of Ivul Mod! ]:->
 
 
     
Damiano1234 



Wiek: 15
Dołączył: 29 Maj 2007
Posty: 274
Skąd: z Lasu xD
Wysłany: 2007-06-17, 16:15   

Pierwsza wyszła bardzo fajnie. Nie mogę się doczekać kiedy puścisz tą drugą... Nie ważne jak długa, ważne by się szybko czytało. Pierwsza część była taka(przeczytałem choć mam spore opory do czytania długich tekstów na kompie), mam nadzieję że druga będzie równie dobra jak poprzednia.
_________________
MHROK

http://futrzak.jestmistrzem.pl/
jeśli sądzicie, że jestem mistrzem, klikajcie xD
 
 
     
{GM}Saligia 



Wiek: 97
Dołączyła: 18 Maj 2007
Posty: 194
Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-06-17, 18:15   

* * *
- Znaleźliście ją?
- Wciąż nic.
- To już drugi dzień...
- Przykro mi, Elanor. Robimy, co możemy. Pamiętaj, że Julia to jeden z naszych najlepszych aurorów. I zna doskonale nasze metody.
- Wiem, Fred, ale... Błagam – pospieszcie się. Ona może zrobić coś głupiego.
- Nie jest mi łatwo trzymać wszystko w tajemnicy przed Wiktorem i jego najbliższymi współpracownikami. Możesz mi w końcu powiedzieć – o co chodzi?
- Błagam cię, Fred. Wiesz, że nie prosiłabym się o to, gdyby nie chodziło o coś ważnego.
- Ech... No dobrze, Elanor. Ale robię to tylko ze względu na ciebie i twoją siostrę. Ale oczekuję, że mi to wyjaśnisz już po wszystkim.
* * *
- Znalazła się. Jest tutaj.
- Chwała Bogu! Muszę ją zobaczyć.
- Poczekaj chwilę. Julia jest w ciężkim stanie i...
- Później!
- Posłuchaj mnie, Elanor...
- Zejdź mi z drogi, Fred.
- Nie możesz tak tam wejść. Nie wiesz, co ona...
- Chcę to usłyszeć najpierw od niej!
- Elanor, stój!
* * *
- Dobry wieczór, panno Nevar.
- Pan minister?
- Widzę, że dotarła do pani już wieść o siostrze.
- Tak. Słyszałam, że jest w ciężkim stanie. Chcę z nią pomówić.
- Obawiam się, że to niemożliwe. Pani Mayhew jest nieprzytomna, ale zapewniam, że zajęliśmy się nią odpowiednio.
- No to pozwólcie mi ją chociaż zobaczyć. To moja siostra, na litość boską!
- No dobrze. Proszę za mną. Ma pani w końcu prawo znać prawdę od razu.
- Prawdę? Jaką prawdę? O czym pan... Dlaczego ona jest w kajdanach i pod strażą?
- Pani siostra jest oskarżona o morderstwo.
- Morderstwo? To śmieszne! Julia nie jest morderczynią.
- Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale jej wina nie ulega wątpliwości. Wezwano aurorów do posiadłości Wiktora Craiga...
- Nie...
- ...i tam znaleziono panią Mayhew stojącą z różdżką nad jego ciałem. Ze wstępnego dochodzenia wynika, że to pani Mayhew zaczęła walkę.
- Nie wierzę.
- W dodatku ciało Wiktora nosiło śladu użycia klątwy Cruciatus.
- To nie może być prawda! Julia nigdy by...
- Przyznała się, nim straciła przytomność. Za ten czyn zostanie osądzona...
- Niech pan przestanie!
- ...i wtrącona do Azkabanu.
- Nie! Julia...!
- Panno Nevar, niech się pani uspokoi! Zawsze była pani rozsądną kobietą. Wiem, że to duży cios...
- Brednie! Muszę z nią porozmawiać. Julia, Julia!
- Elanor!
- Julia, powiedz mi, że to nieprawda. Julia!
- Do diabła! Niech ją ktoś stąd usunie!
- Nieee! Julia! Juliaaa!
* * *
Elanor szła ponurymi korytarzami Azkabanu, prowadzona przez równie ponurego aurora, który ją tu przyprowadził. Od ponad miesiąca starała się o tą wizytę, z trudem jednak tłumiła chęć, by odwrócić się i wybiec na zewnątrz. W tej części więzienia nie było dementorów, ale ich obecność na trwałe wsiąkła w ciężkie, kamienne mury. Sama aura tego miejsce mogła wpędzić w depresję kogoś o słabszym charakterze.
Auror doprowadził ich do masywnych, dębowych drzwi. Wszedł do środka, wpuszczając za sobą przyprowadzoną kobietę. Zaczął już zamykać, gdy powstrzymała go dłoń Elanor.
- Znasz mnie, Arturze. Wiesz przecież, że nie będę przekazywać jej żadnych tajnych planów ucieczki.
Mężczyzna milczał chwilę, po czym wzruszył ramionami i wyszedł. Gdy usłyszała szczęk zamka i oddalające się kroki, podeszła do stołu i usiadła za nim, spoglądając na zakutą w kajdany Julię. Elanor poczuła, że coś zaszczypało ją pod powiekami. Starsza siostra zawsze sylwetką przywodziła na myśl sosnę. Szczupła i gibka – od najmłodszych lat przyciągała spojrzenia wielu. Połączenie z radosnym – choć czasem wybuchowym – charakterem oraz żywą inteligencją, sprawiło, że z interesującej dziewczyny, wyrosła niezwykle atrakcyjna kobieta.
Dlatego Elanor czuła niemal fizyczny ból, patrząc na cień człowieka, który siedział przed nią. Zapadnięte policzki, w których dawniej tak często pojawiały się wesołe dołeczki. Puste, podkrążone oczy, w których niegdyś tak często zapalał się błysk, żartobliwie nazywany przez matkę „chochliczym”. Popękane, ściągnięte usta, które kiedyś tak chętnie rozciągały się w uśmiechu. I skóra – sucha i blada, obciągająca skórę niczym stary pergamin.
Przełknęła ślinę i wzięła się w garść, przywołując na twarz blady uśmiech.
- Witaj, Julio.
Była aurorka podniosła powoli głowę, a Elanor po raz kolejny uderzyło jak puste i martwe są te błękitne oczy.
- Ela... Schudłaś. Czyżbyś zaczęła w końcu stosować się do starych zaleceń ojca? – Starsza siostra chyba siliła się na lekki, półżartobliwy ton, ale jej głos pozostał wyprany z emocji.
Zagadnięta zaśmiała się krótkim, wymuszonym śmiechem.
- Byłby zadowolony. W końcu zaczęłam być do ciebie podobna. Choć do ideału musiałabym urosnąć jeszcze kilka cali. – Uderzyła ją groteskowość tej rozmowy.
- Tak, chyba tak – rozległa się odpowiedź. Sądząc po tonie, rozmówczyni zdążyła już na poły zgubić wątek. – Nie znaleźli go, prawda?
- Kogo?
- Alfreda.
- Nie... Wciąż szukamy, ale... Tak mi przykro, Julio.
- On go zabił, wiesz? – Była aurorka w ogóle nie usłyszała siostry. – Powiedział mi to tam, wtedy, gdy znalazł tą mugolską zabawkę, którą dał mi kiedyś Sean.
- Ten... dyktafon?
- Dyktafon? Tak, dyktafon. – Więźniarka potoczyła po pomieszczeniu półprzytomnym spojrzeniem. – Prawie już miałam, co chciałam. Ale on się zorientował i zniszczył go. A potem śmiał się... I śmiał... – Mówiąca opuściła wzrok i zacisnęła dłonie. – Nie pamiętam już jego twarzy, wiesz? Gdy siedzę tam, szukam czegoś, co by mnie trzymało przy życiu. I próbuję o nim myśleć. Przypomnieć sobie te wszystkie wspólne chwile... Ale jedyne, co pamiętam to Wiktora, jak mówi, że go zabił. Że rzucał na niego Crucio raz za razem, raz za razem...
- Julia, proszę – wyszeptała Elanor zduszonym głosem, ale wyglądało na to, że nie została usłyszana.
- Mówił, że płakał i płaszczył się u jego stóp... – Głos jej się załamał. – I wtedy nie wytrzymałam – kontynuowała cicho, a jej twarz była mokra od łez. – On chyba tego chciał, ale nie spodziewał się Niewybaczalnego. Ja nie chciałam, ale byłam taka wściekła... Wierzysz mi, prawda Elanor? – Julia podniosła wzrok, wpatrując się w siedzącą naprzeciw z rozpaczliwym błaganiem. – Wierzysz, że normalnie nigdy bym tego nie zrobiła?
- Oczywiście, że wierzę. – Elanor, sama zalana łzami, pochyliła się nad stołem i uścisnęła lodowatą dłoń siostry. – I nie ja jedna. Nie jesteś sama, Julio. Wielu aurorów, i nie tylko, nie wierzy w twoją rzekomą zdradę.
Julia znowu zdawała się być myślami, gdzie indziej. Kolejny raz rozejrzała się pustym wzrokiem.
- Tu jest tak zimno.. I ciemno. Nigdy nie bałam się ciemności, ale tu... Jakby słońce miało nigdy nie wzejść. – Z początku zdawała się nie kierować tych słów do nikogo konkretnego. Potem znowu wbiła w Elanor błagalne spojrzenie. – Zabierz mnie stąd, proszę. – Przypominała osamotnione dziecko, które prosi mamę, by odegnała złe stwory. – Nie każ mi tam wracać! – Nagłym ruchem wyrwała dłoń z uścisku siostry i skuliła się na krześle, zanosząc suchym szlochem. – Nie każ mi tam wracać... – powtórzyła jękliwie.
Elanor siedziała bez ruchu dłuższą chwilę, niezdolna do wykrztuszenia słowa. Zagryzała wargi aż do bólu, by sama nie rozpłakać się na dobre.
- Wyciągnę cię stąd, obiecuję – odezwała się w końcu ochryple. – Nie pozwolę, żebyś tu została. Tylko proszę, wytrzymaj jeszcze trochę. Bądź silna, zawsze byłaś...
- Silna? Tak, silna... Jak to było z tą siłą? Co mówiła mama? O tych drzewach... Że jesteś wierzbą...?
- Tak, wierzbą – potwierdziła głucho Elanor. Wspomnienie matki w tym momencie zabolało w dwójnasób. – Wuj Ed śmiał się z tego. Że gnę się i chwieję przy najmniejszym wietrze. Ale ty jesteś dębem, Julio. Jesteś silna jak dąb. Wytrzymasz. Zabiorę cię stąd, obiecuję.
- Dębem? – Znów tylko część słów przedarło się przez apatię byłej aurorki. – Powinnam być wierzbą... Ale jestem dębem. Nieugiętym dębem...
* * *
„Powinnam być wierzbą...” Nie zrozumiałam cię wtedy. Sądziłam, że po prostu wolałabyś być na moim miejscu – poza Azkabanem. A słowa o nieugiętym dębie wzięłam za dobrą monetę.
Ale myliłam się, tak bardzo się pomyliłam. Już wiem, co matka chciała powiedzieć przez to porównanie do drzew. Wiotka i giętka wierzba, który kołysze się przy najmniejszym podmuchu i szuka oparcia w niewzruszonej siostrze-dębie. Dębie, który stoi niezachwianie podczas wichur. Matka widziała, jak się uzupełniamy. Ty od zawsze uczyłaś mnie siły. Więc pytałam siebie, czego dąb może nauczyć się od giętkiej wierzby? Za późno zrozumiałam, czego. Przetrwania podczas huraganu, gdy wierzba miotana jest na wszystkie strony, ale stoi. A gruby pień dębu stawia opór aż do końca.
Tak długo, aż w końcu się łamie...
Nie zdołałam nauczyć cię elastyczności. Zawiodłam cię i dlatego... dlatego stoję teraz nad twoim grobem i próbuję porozmawiać z tobą po raz ostatni.
Wspominam nasza ostatnia rozmowę i zastanawiam się, czy – gdybym wtedy cię zrozumiała – mogłabym jeszcze coś zrobić. Ale chyba nie, prawda? Wtedy, w Azkabanie, było już za późno, choć wiem to dopiero teraz. Dlatego dwa tygodnie później, tak zareagowałam na wieść o twojej śmierci. Nie mogłam uwierzyć, że mi nie zaufałaś. Że zostawiłaś mnie w ten sposób. Zrujnowałam wtedy trzy pokoje, wiesz? Nigdy jeszcze nie wpadłam w taki szał, ale pomogło mi to w pewien przewrotny sposób. Na tyle, że wielu było zaskoczonych, z jakim spokojem to wszystko przyjęłam. Ale Fred, Sean, Agata... Oni wiedzieli. Widzieli to w zaciętości, z jaką wróciłam do śledztwa przeciw Wiktorowi. I udało się nam... Zajęło nam to ponad rok, ale już nikt nie ośmieli się nazwać cię zdrajczynią.
Ale to zwycięstwo ma gorzki smak i ma w nim tryumfu. Zwłaszcza, że tak wyraźnie pamiętam twój pogrzeb. W zasadzie, był nawet gorszy od pierwszej wieści o twoim samobójstwie.
Staliśmy tam, we czwórkę. Inni nie odważyli się pojawić na pochówku „zdrajczyni”. Pogoda była taka piękna, że uważałam to za ironiczne. Że powinna być czarna noc z burzą i piorunami... I właśnie wtedy, gdy zgodnie z tradycją rzuciłam pierwszą garść ziemi na trumnę, z całą mocą dotarło do mnie, że już cię nie ma. Że to nie jest koszmarny sen, i że przebudzenie nigdy nie nastąpi. Że nie zobaczę już twojego uśmiechu ani wesołych iskier w oczach. Że nie usłyszę już więcej waszych żartobliwych przekomarzanek z Alfredem ani twoich dobrodusznych pokpiwań z mojej sylwetki.
Że odeszłaś na zawsze...
No i masz, znowu płaczę, choć obiecałam sobie, że tego nie zrobię.
Odeszłaś, ale nie zostawiłaś. Nauczyłaś mnie siły dębu i nigdy tego nie zapomnę. Już teraz mówią mi, że przypominam ciebie bardziej, niż kiedykolwiek. Ale pozostanę wierzbą tam, gdzie nie wystarczy sam upór i nieugiętość. Nie zawiodę cię już. Będziesz ze mnie dumna, obiecuję.
Ale zanudzam cię pewnie. Przepraszam, znowu strasznie się rozgadałam, co cię czasem tak bardzo irytowało. Zwłaszcza, gdy uderzałam w ten patetyczny ton. Lepiej już pójdę...
Chcę tylko, żebyś wiedziała, jak bardzo mi żal. Wiktor nie żyje – owszem to dla nas wielka ulga. Z całą pewnością wyświadczyłaś nam ogromną przysługę...
Ale... ale jego śmierć nie była warta twojego życia.
* * *
Czarnowłosa kobieta ułożyła na płycie bukiet nieśmiertelników i odeszła, ocierając łzy.
Więź między rodzeństwem bywa niezwykła. A więź między tymi dwiema kobietami – tak różnymi, a jednocześnie mającymi tak wiele wspólnego – miała okazać się trwalsza, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Przetrwała niezrozumienie, kłótnie, złość, zazdrość, pochopne słowa... A w końcu i śmierć.
Przetrwała z siłą dębu i elastycznością wierzby.

--------------------------
I tak kończy się historia Elanor i Julii. Mam nadzieje, że wam się podobała i że udało mi się wzbudzic w was jakieś emocje. Jeżeli tak - mogę uznać to opowiadanie za spory sukces. Jeśli nie - cóż, pozostaje mi mieć nadzieje, ze nie było przynajmniej nudne :)
Z góry dziękuje wszystkim, którzy przeczytali całość oraz tym, którzy dodatkowo umieścili jakiś komentarz o dowolnej treści.
_________________
Beware of Ivul Mod! ]:->
Ostatnio zmieniony przez Saligia 2007-09-11, 10:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
{GM}Megan McGuire 
Vampire



Wiek: 13
Dołączyła: 08 Cze 2007
Posty: 373
Skąd: Omega
Wysłany: 2007-06-17, 18:18   

Piękne ;(
Naprawdę piękne, chociaż smutne :(
Masz wielki talent Sa.
_________________

 
 
     
Likurg 
Król Sparty



Wiek: 18
Dołączył: 22 Maj 2007
Posty: 344
Skąd: z domku
Wysłany: 2007-06-18, 14:27   

Zgadzam się z wypowiedzią poprzedniczki. Nie jestem artystą więc nie wiem czy wolno mi się wypowiadać :-D Ale tekst mi się podobał. No naprawde Saligia masz talent. Pod wpływem tego tekstu prawie zapragnąłem się zmienić ;-) Pomyślałem jednak iż nasza gra wiele straci gdy jeden z najczarniejszych charakterów przejdzie na strone dobra. Zrobiło by się wtedy bardzo nudno. No i niemoge tego zrobić Akechiemu. Na kogo by wtedy polował? :-P :-P :-P
_________________
Zapracowany. Diagnoza: Cierpi na chroniczny brak wolnego czasu :-(
 
     
pito 



Wiek: 13
Dołączył: 05 Cze 2007
Posty: 175
Skąd: z Hogwartu
Ostrzeżeń:
 2/3/6
Wysłany: 2007-06-18, 16:46   

po przeczytaniu,jak można się spodziewać o osobie z takimi nerwami jak ja...Rozbeczałem się na całego :cry: :cry: :cry: :cry: bbbbooooohoooo!!!... :cry: jakie to wzruszajace...
PS.kto bedzie to poprawiał :-> (Nie ja :-? )
_________________

 
     
Odpowiedz do tematu

Podobne tematy
 Tematy   Odpowiedzi   Autor   Wyświetleń   Ostatni post 
Brak nowych postów Kiedy serv jest wlaczony 24 Szaszka 3310 2008-05-17, 14:44
kamilw13
Brak nowych postów Pijany fotograf nie ma urlopu ;P 6 Damiano1234 1366 2008-02-19, 18:06
Damiano1234
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi serv jest wylaczony czy ja nie umiem sie zalogowac? 1 Wiclan 1303 2007-10-13, 18:27
Likurg
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Pomocy co to jest 1 barste 1252 2007-09-12, 20:56
Ian McKel
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Czemu serv ciagle jest wylaczony albo ja nie umiem sie log! 8 Bednar 1603 2007-09-11, 07:40
Akechi
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Harry Potter: The Wizards Chronicles - Gra MMORPG Sitemap
Theme xandgrey created by spleen modified v0.3 by warna

TOP50 - Gry Internetowe

Forum Harry Potter: The Wizards Chronicles poleca: Tibia - archiwalna wersja forum jednego z największych polskich for o Tibii. Na forum znajdują się m.in. tematy związane z Open Tibią. [Więcej na Archive.Tibia.net.pl]

Forum gry MMORPG Harry Potter: The Wizards Chronicles- Informacje o grze - Strona wygenerowana w 0.37 sekundy. Zapytań do SQL: 14