Wiek: 98 Dołączyła: 18 Maj 2007 Posty: 194 Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-08-12, 15:36 Z pamiętnika nieobecnej
Nie wiedziałam gdzie to umieścić, ale w końcu stwierdziałam, że tutaj. W końcu jednak ma to cos z fanfick'a i jest też jakaś tam historią :)
Szukajcie uwaznie linków do zdjęć, bo kolorystyka forum sprawia, ze sa słabo widoczne wśród tekstu.
EDIT: Ech, nie da się zmienić koloru teksty zalinkowwanego. W zwiazku z tym, będą w nawiasach.
_________________________________________
Nazywam się Elanor Nevar i jestem pracownikiem polskiego oddziału Hogwartu. Ktokolwiek znajdzie ten pamiętnik, proszę, niech odeśle go właśnie tam, do rąk własnych dyrektora Egora Kingsleya. On musi wiedzieć, jeśli moja misja zakończy się niepowodzeniem.
Nigdy nie lubiłam pisać pamiętników i nie widziałam w tym sensu. Jednak teraz zadanie, które powierzył mi Egor jest zbyt ważne, by nikt nie wiedział, jeśli coś mi się stanie. Jeżeli nie będę w stanie jej dokończyć lub wrócić, on musi wiedzieć, co i gdzie odkryłam.
Dzień 1
Dzięki rekomendacji Egora i moim starym kontaktom w Ministerstwie oraz angielskim Hogwarcie, udało mi się uzyskać dostęp do najstarszych i najcenniejszych zasobów biblioteki. Po kilku dniach intensywnych poszukiwań znalazłam interesujące mnie zapiski badań Roweny Ravenclaw. Upewniły mnie one, obawy Egora są uzasadnione. Na szczęście, zyskałam tez pewność, że - tak jak podejrzewał - istnieje rozwiązanie i dowiedziałam się gdzie go szukać. Niestety - daleko...
Dzień 3
Od samego rana odkryłam nieprzyjemną sprawę. Wygląda na to, że jakimś cudem wywęszyła mnie i śledziła aż tutaj (Rita Skeeter). Pozbyłam się jej bez większego trudu, ale martwi mnie jedno: jeśli ona mnie wywęszyła - mógł to zrobić ktoś jeszcze. I to dużo bardziej uciążliwy i niebezpieczny od tej namolnej dziennikary...
Ale nie ma co martwić się na zapas.
Przestudiowałam dokładnie notatki Roweny. Wyglądało na to, że poszukiwanie dokumentów starożytnych nie wchodzi w rachubę, gdyż te po prostu nie istnieją. Będę musiała się z nimi skontaktować w bardziej... bezpośredni sposób. Już wiem, czemu te badania są tak ukryte przed przypadkowymi i niepowołanymi czytelnikami. Rowena opisała tu dość dokładnie starą Mroczną Sztukę nekromancji. W dawnych latach powszechnie stosowali ją czarnoksiężnicy, więc szybko jej zakazano, a co więcej - niszczono każdy przejaw jej istnienia, aż dziś niemal całkiem wymarła. To, co dzisiaj adepci czarnej magii uważają za nekromancję jest tylko cieniem prawdziwej Mrocznej Sztuki. Wygląda na to, że notatki Roweny to obecnie jedyne, wiarygodne źródło wiedzy na jej temat. Wolę nie wiedzieć, co by było, gdyby do tej wiedzy miał dostęp ktoś taki jak na przykład Ethan. Musze spalić te kopie, gdy tylko przestaną być mi potrzebne. Naturalnie ja nie muszę z niej korzystać. A w każdym razie nie w takiej formie, jak pierwotnie. Jednak wiedza o nekromancji i zrozumienie jej potrzebne jest mi do czegoś innego. Rowena zmodyfikowała opisane rytuały i zmieniła ich charakter. Dzięki temu nie służą już one niewoleniu dusz i wykorzystywaniu ich do swoich celów, a jedynie pozwolą mi na kontakt ze zmarłymi, dzięki czemu będę mogła uzyskać od nich interesującą mnie wiedzę. O ile zgodzą się mnie wysłuchać...
Pozostało mi ruszyć ku pierwszemu obiecującemu miejscu.
Dzień 4
("Miasto duchów"), tak mówią o nim miejscowi. Nie mają pojęcia jak wiele jest w tym określeniu prawdy. Jest tu wiele smutku i żalu. Cienie dawnych mieszkańców snują się między ruinami. Niektóre w ciszy, inne lamentując i łkając. Trudno jednak znaleźć takiego, który chciałby mnie wysłuchać. Większość za życia było mugolami, więc ich dusze dawno już straciły niemal całkiem kontakt z tym światem. Jednak odpowiedni rytuał pomógł mi wezwać (jednego z dawnych czarodziei). Musiałam co prawda znaleźć (zejście do podziemi), ale opłaciło się. To znaczy... nie odpowiedział mi gdzie mam znaleźć składnik, którego szukam, ale wskazał mi kolejne miejsce poszukiwań.
____________
cdn. :)
_________________ Beware of Ivul Mod! ]:->
Ostatnio zmieniony przez Saligia 2007-08-12, 18:14, w całości zmieniany 4 razy
Wiek: 18 Dołączył: 22 Maj 2007 Posty: 344 Skąd: z domku
Wysłany: 2007-08-12, 15:44
Co ja widze. Kolejna praca Saligi Należy spodziewać się czegoś naprawde dobrego. Obecnie nie wiem co myśleć o tym "Pamiętniku". Treść jest intrygująca...
Pozostaje mi czekać na ciąg dalszy.
_________________ Zapracowany. Diagnoza: Cierpi na chroniczny brak wolnego czasu
Wiek: 98 Dołączyła: 18 Maj 2007 Posty: 194 Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-08-12, 16:02
Czy treść będzie taka super, to tam nie wiem. W zasadzie to całość słuzy głównie temu, by podzielić sie z wami paroma ciekawymi zdjęciami, które zrobiłam podczas wyjazdu. A nie chcialam po prostu wstawiać jednego po drugim, wiec zdecydowałam się wpleśc linki w prostą historię. No, i żebyście nie mówili, że wasza psorka się ochrzaniała przez ten czas, jak jej nie było ;P
Wiek: 15 Dołączył: 29 Maj 2007 Posty: 274 Skąd: z Lasu xD
Wysłany: 2007-08-12, 16:58
Fajnie ci to wyszło... Z tą Ritą Skeeter najlepiej xD czekam na ciąg dalszy bo nie dość że super zdjęcia to treść dosyć... ciekawa(tak myślę że to dobrane słowo choć długo go nie dobierałem ^^)
Wiek: 98 Dołączyła: 18 Maj 2007 Posty: 194 Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-08-12, 17:09
Tia, Rita jest fajna ;p Powiem tak - zasadniczo nie boję sie wszelkiego rodzaju robali, owadów itp. itd. Ale jak siedziałam sobie oparta plecami o owa poduszkę i poczułam że coś mnie łaskocze w kark, a po odwróceniu się zobaczyłam w odległości jakiś 10 cm od mojego nosa, że łaskoczą mnie czułki żuka wielkości mojego kciuka... to przyznaję, odruchowo odskoczyłam na jakieś 1,5 metra ^^
Wiek: 98 Dołączyła: 18 Maj 2007 Posty: 194 Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-08-12, 22:13
Przepraszam, że post pod postem, ale inaczej nie byłoby widac, ze pojawiło sie coś nowego.
______________________________
Dzień 5
Dumny (Efez), obecnie leżący w gruzach... Wchodząc przez jedną z bram mogłam podziwiać monumentalny (amfiteatr), którego wielkość świadczyła o tym jak potężne było niegdyś to miasto. Duchy związanych z tym miejscem, snuły się licznie między zrujnowanymi budowlami. Jest ich tak wiele... Większość mnie nie widzi, ale każdy coś mówi, wspomina, błaga, żali się, prosi... Gwar wzajemnie przenikających się, nierealnych głosów. Muszę uważać, by utrzymać się przy zmysłach. Wciąż oswajam się z nowymi zdolnościami, które pozwalają mi ich widzieć i słyszeć. Trzeba przestudiować dokładniej notatki Roweny i dowiedzieć się czy da się jakoś przytłumić ten "dodatkowy zmysł", bym nie musiała słuchać na raz całego tłumu...
Dzień 6
Jestem gotowa. Czas znaleźć tego, o którym wspominał czarodziej z "miasta duchów" (swoją drogą - to miejsce o wiele bardziej zasługuje na wspomnianą nazwę. Ale skąd mugole mieli o tym wiedzieć?).
Dzień 7
To bez sensu. Miasto jest zbyt wielkie. Jeśli będę tak szukać, chodząc po wszystkich ulicach, prędzej się zestarzeję, niż cokolwiek znajdę. Muszę poszukać odpowiedniego sposobu.
Dzień 8 *Pismo w tym wpisie jest dość chwiejne. Wygląda jakby wykonała go osoba osłabiona chorobą*
Zaklęcie Księżycowej Ścieżki (wbrew pozorom nie wymaga widoku księżyca) zaprowadziło mnie do tego, kogo szukałam. (Drugi z duchów) zgodził się mi pomóc, ale nie za darmo. Jako jeden z niewielu zachował w pełni świadomość istnienia i tego, kim jest (i kim był za życia), ale czuł, że upływ czasu zaczyna wywierać na niego wpływ. Przedłużyłam jego egzystencję. W jaki sposób - nie ma znaczenia. Duch wskazał mi domostwo, w którym kiedyś mieszkał. Tam odnalazłam (mozaiki), które rozszyfrowałam w sposób, jaki mi wskazał duch. Mówiły one gdzie w (bibliotece) schowano notatki dotyczące składnika, którego szukam.
Ale teraz, muszę odpocząć...
Dzień 9
Wygląda na to, że moje zadanie będzie trudniejsze niż sądziłam. Po raz pierwszy zastanawiam się, czy będę w stanie je wykonać... W pierwszej chwili wiadomości z notatek ducha całkiem mnie załamały. Mówiły o tym, że szukam czegoś, co "nie jest z tego świata". Zrozumiałam, że po prostu nie istnieje... Ale potem, po dokładniejszych studiach, odnalazłam wzmianki jakoby jednak dało się to zdobyć i w przeszłości kiedyś to uczyniono. Problem w tym - o jaki "świat" w takim razie chodzi i jak tam trafić? Wygląda na to, że muszę szukać kolejnego ze starożytnych. I, na szczęście, nawet wiem gdzie... W Hierapolis znajduje się olbrzymia nekropolia, gdzie leży ten, któremu udało się zdobyć obiekt moich poszukiwań.
Dzień 12
Nie miałam czasu robić ostatnio wpisów, bo zaczęły się kłopoty. Niestety, mój pesymizm miał uzasadnienie - nie tylko Rita Skeeter wpadła na mój ślad. Wracając z Efezu, w okolicy Artemizjonu dopadło mnie kilku śmierciożerców i bardzo chcieli dobrać się do moich notatek. Naturalnie nie mogłam pozwolić by wpadły w ich ręce, ale wielkich szans sama z nimi nie miałam. Tym bardziej, że przysługa dla ducha dość mocno mnie osłabiła. Ale tanio skóry sprzedać nie zamierzałam. Na szczęście, nim mój los był przesądzony, pojawił się Evran, jeden z lokalnych aurorów, zwabiony gwałtownymi błyskami zaklęć, widocznymi z daleka. Razem udało nam się jakoś odeprzeć tamtych (niestety, uciekli). No, (trochę nas poniosło) i lokalne ministerstwo sporo się namęczyło, by tak zmodyfikować pamięć odpowiednich osób, by utarło się, że słynna świątynia Artemidy leży w gruzach już od... jakiegoś czasu. Jak oni to zrobili? Nie mam pojęcia. Widać posiadają wiedzę i umiejętności w tej materii znacznie rozleglejszą od naszego ministerstwa. Chcieli mi przydzielić kilku aurorów do pomocy. Evran bardzo nalegał, ale wiedziałam, że muszę odmówić, by zachować tajemnicę. A szkoda, bo pomoc by mi się przydała.
Zwłaszcza, że - niestety - to nie był koniec kłopotów.
Niedługo potem odkryłam, ze znów jestem ścigana. Wiedziałam też, że nie mam siły stanąć do otwartej walki. Unikałam prześladowców, jak mogłam, ale w końcu zapędzili mnie do (wąwozu). Próbowałam zrzucić im na głowę kilka głazów, ale (miałam pecha). W końcu stwierdziłam, że jestem (w pułapce). Stoczyłam krótka, ale zaciętą walkę. Jednak wąskie przejście tym razem działało na moją korzyść, bo nie mogli mnie otoczyć i zaatakować na raz. W końcu udało mi się zawalić za sobą trochę skał, nim się przedarli, oddaliłam się na tyle, że mogłam potraktować głazy wyższą temperaturą, (aż stopiły się w monolit). Sądząc po krzykach, co najmniej dwóch z nich solidnie od tego ucierpiało.
Niestety, ja też. Zaklęcie mnie wyczerpało i przez chwile sadziłam, że nie dam rady. Na duchu jednak podniósł mnie (dobry omen) i jakoś znalazłam w sobie pokłady energii. Znalazłam wyjście z drugiej strony wąwozu. Musiałam przeprawić się przez rwący (strumień), ale jakimś cudem mi się udało.
Dzisiaj dopiero udało mi się dojść do siebie po tym wszystkim. Nie mogę marnować całej energii na walkę z tymi łachmytami. (Przebranie) powinno pomóc mi uniknąć ich bez walki i dotrzeć w końcu do nekropolii w Hierapolis.
Wiek: 20 Dołączył: 17 Maj 2007 Posty: 49 Skąd: Słubice
Wysłany: 2007-08-13, 09:28
Wohohohoho fotorelacja na 6-stkę! Zdjęcia zrobione z pomysłem, miejsami bardzo egzotyczne, niestandardowe widoczki(a ja tak lubię egzotykę ^_^) poza tym podane w tak ładnie przemyślanej formie, ja bym na to nie wpadł =^_^= ogromny plus, aż mi się chce krzyknąć łaaaaaaaa! Hyhy...
hehe.jak czytałem zobaczyłem to "przebranie to o mało z krzesła nie spadłem no naprawdę super.każdy śmierciożerca padnie pod ciosem tej łychy:Pjeszcze ta mina...powinnaś dać to zdjęcie do:"Harry Potter na wesoło"idelnie siętam nadaje
Wiek: 98 Dołączyła: 18 Maj 2007 Posty: 194 Skąd: Miasto koziołków
Wysłany: 2007-08-13, 21:53
Przedostatnia część "Pamiętnika nieobecnej". Ostatnia część w przyszłym tygodniu, gdy wrócę z wyjazdu. Wtedy tez będę może trochę więcej na serwerze, bo będę miała wolne od pracy.
________________________________
Dzień 13
Dotarłam do (nekropolii pod Hierapolis). Kilkuhektarowe, starożytne cmentarzysko u stóp ruin niegdyś potężnego miasta... Chętnie spędziłabym tu więcej czasu, gdyż z całą pewnością w można tu odnaleźć ogromne pokłady zapomnianej wiedzy, gdyby rozsadnie skorzystać z badań Roweny. Ale czas goni. Przygotuję dziś Zaklęcie Księżycowej Ścieżki, a jutro odszukam poszukiwana przeze mnie zbłąkaną duszę.
Dzień 14 *Pismo w tej notce jest bardzo zamaszyste, jakby autorka była naprawdę wściekła i całą frustrację przelewała na papier*
Niech go szlag! Co za (bezczelny typ)! Kolejny! Kolejny, który chce przedłużyć swoją egzystencję kosztem mojej mocy! Ale, do ciężkiej cholery, to, ile jej zażądał przechodzi wszelkie pojęcie. Do diabła, niepotrzebnie powiedziałam mu, jak bardzo potrzebuję tej wiedzy. On ją ma, ale cena, jakiej żąda...
W takich chwilach korci mnie, żeby skorzystać z któregoś z pierwotnych rytuałów i po prostu go zmusić... Ale nie, nie! Nie mogę nawet tak myśleć.
Musze pomyśleć, czy nie ma innego sposobu. Ale obawiam się, że nie będę miała wyjścia. Obym po tym wszystkim miała jeszcze siłę dokończyć moją misję.
Dzień 15 *Pismo niewyraźne i bardzo chwiejne*
Świt... Taka zmęczona. Nie mam sił pisać. Zbyt wiele bólu. Ale mam, co potrzebuję. Muszę odpocząć...
Dzień 16
Doprawdy - gdybym nie wiedziała z notatek efeskiego ducha jakim zagrożeniem jest Behemoot, chyba bym zrezygnowała. Ta wyprawa zbyt wiele mnie już kosztowała, ale wygląda na to, że to jeszcze nie koniec i najgorsze dopiero przede mną. Dopiero się obudziłam, a jest już późny wieczór. Nadal wszystko mnie boli, ale to juz tylko cień poprzedniego.
Zgodnie ze słowami ducha z Hierapolis, Behemoot to starożytna bestia, która została wezwana do naszego świata przez jakiegoś szalonego czarnoksiężnika, którego imię zostało dawno zapomniane. Naprawdę dawno, skoro nawet duch starożytnego go nie znał. Skąd przyszedł? Duch nazwał to Światem Przejściowym. Miejscem, gdzie trafiają dusze, które już odeszły z tego świata, ale jeszcze nie zostały Osądzone. Cokolwiek miałoby znaczyć to ostatnie - duch nie mógł albo nie chciał mi tego wyjaśnić. Behemoot był tam czymś w rodzaju strażnika, jednak sprowadzony siłą tutaj, oszalał i zaczął niszczyć bez opamiętania. Ponieważ nie należy do tego świata - nie da się go też zabić niczym, co z tego świata pochodzi. W czasach, gdy Behemoot szalał, jeden z magów - mój ostatni "rozmówca" - znalazł wejście do Świata Przejściowego i przyniósł stamtąd... No właśnie, tutaj użył jakiegoś słowa w swoim dawnym języku. Zdaje się, że nazwał to Deil'nefe. Nie udało mu się zabić bestii, ale ranił ja na tyle dotkliwie, że umknęła i zapadła w letarg na całe stulecia. Cóż, pocieszające. Nawet jeśli nie uda nam się go zabić - przynajmniej możemy go odpędzić na tak długo, że gdy wróci nikt nie tylko nie będzie pamiętał nas, ale też naszych praprawnuków. Gorzej, że po takim czasie, kolejni będą mieli niemal niemożliwe zadanie do wykonania, by zdobyć Deil'nefe.
Musze ruszać dalej - czas nagli. Jest całkiem prawdopodobne, że Behemoot grasuje już nawet w chwili, gdy piszę te słowa...
Dzień 17
Naturalnie nie ma za łatwo i brama do Świata Przejściowego nie znajduje się za rogiem najbliższego budynku czy w starej szafie. Nie pozostało mi nic innego jak (wypłynąć ) i zostawić (ląd za sobą). Czeka mnie kolejna dłuższa podróż.
Dzień 19
Niech to szlag! Wygląda na to, że (ktoś mnie ściga). Wciąż jest daleko, ale sama świadomość jest niepokojąca.
Dzień 20
(Ukryłam się na jednej z wysp). (Obserwuję) z bezpiecznej pozycji moich prześladowców. Przynajmniej zyskałam pewność, że naprawdę to mnie szukają. Zbyt długo kręcą się przy tej wysepce...
Dzień 21
Wygląda na to, że (dali za wygraną). A w każdym razie oddalili się na tyle, bym mogła w nocy wymknąć się i ruszyć w dalszą drogę.
Dzień 22
Nareszcie mam spokój, ale nerwów mnie to kosztowało...
Okazało się, że udało im się mnie wciągnąć znowu w pułapkę. Tamten statek musiał pozorować rezygnacje z poszukiwań. Gdy już myślałam, ze mi się udało mi się wymknąć pościg okazał by być (bliżej, niż sądziłam). Było ich zbyt wielu, bym miała wielkie szanse wygranej, nawet gdybym nie była tak osłabiona. W moim obecnym stanie - nie miałam żadnych szans. (Zostało mi tylko jedno)... Mam wrażenie, że przeżyłam tylko dlatego, że byłam dość szalona, by spróbować. Niemal słyszałam głos Julii szepczący mi do ucha, żebym tamtędy płynęła. To by pasowało do tej wariatki... Jedno jest pewne - oni (nie mieli tyle szczęścia). Mogę już bez obaw skierować się bezpośrednio do mojego celu.
Robię się już na to za stara. W końcu pozbyłam się ich, ale naprawdę.. Takie rzeczy, to ja wyczyniać mogłam, jak miałam lat 20, a nie... tyle ile mam.
Forum Harry Potter: The Wizards Chronicles poleca: Tibia - archiwalna wersja forum jednego z największych polskich for o Tibii. Na forum znajdują się m.in. tematy związane z Open Tibią. [Więcej na Archive.Tibia.net.pl]
Forum gry MMORPG Harry Potter: The Wizards Chronicles- Informacje o grze - Strona wygenerowana w 0.13 sekundy. Zapytań do SQL: 14